Fakturowy Cynizm
środa, 09 czerwca 2010 13:22

„Ciepło w rury”
czyli
„Fakturowy cynizm”

Wiadomo nie od dziś, że jedną z najważniejszych życiowych potrzeb jest ciepło. Ciepło kojarzy się zawsze z czymś pozytywnym i to nie podlega dyskusji. Ciepło domowe, ciepła atmosfera, ciepłe słowa, ciepły posiłek, ciepłe piwo...O!! sorry, ten przykład chyba nie jest najwłaściwszy. Wracając do tematu; tych kilka przykładów świadczy o tym, że ciepło w słowie i w strukturze fizycznej jest zbawienne. Jeżeli ktoś ma odmienne zdanie to zapraszam do Londynu na mównicę w Hyde Parku, gdzie można wykrzyczeć wszystko i na wszystkich, pod warunkiem, że nie będzie obrażało się królowej.
Nas interesuje jednak co innego, problemy Brytyjczyków pozostawmy w spokoju. Wspomniany tytułowy fakturowy cynizm jawi się nam najczęściej na początku każdego miesiąca, a w szczególności na początku każdego zimowego miesiąca. Zagadką Poliszynela jest dlaczego tak się dzieje, ale do rzeczy. Otóż prześledźmy pewną sytuację, w której małżeństwo X odwiedza pracownik firmy ciepłowniczej z fakturą za ciepło. Państwo X dostają rachunek do zapłacenia za zużyte ciepło, wypromieniowane do otoczenia podczas długich i upojnych zimowych wieczorów. Jaka jest ich reakcja? Delikatnie mówiąc najczęściej nie najwłaściwsza. Pal licho, jeżeli rzucą kilka epitetów pod nosem i tylko na własne potrzeby, gorzej jeżeli słowna pętla otoczy szyję pracownika firmy ciepłowniczej roznoszącego faktury. Trup w szafie murowany.
Ale poważnie, wartość niezbędna do życia, czyli nasze ciepło upada zbrukane porywem, ale jeszcze nie cynizmu, wszak mamy przecież prawo być niezadowoleni z rachunku. Cynizm otwiera swoje wrota w momencie, gdy otrzymują oni w tym samym czasie rachunek za telefon komórkowy, kodowaną telewizję cyfrową w systemie HD lub bezprzewodowy internet. Dobra oczywiście super fajne, ale bez których można się spokojnie obejść, nawet jeżeli będziemy sobie wmawiać w stylu wojaka Szwejka, że „to se ne da”. Wymienieni państwo nie protestują. Wydaje się dla nich normalne, że za gadżety trzeba płacić. Małżeństwo X trzymają w dłoniach dwa dokumenty płatnicze; używając przenośni, w jednej dobro, dzięki któremu mogą przetrwać długą i mroźną zimę, zmieszane wcześniej z ..., w drugiej fakturę za gadżet i tylko gadżet przyjętą z szacunkiem i hołdem, ewentualnie obojętnie przyciśniętą do drzwi lodówki, jednakże bez sadystycznego zdenerwowania, jak w przypadku pierwszym. Paranoja totalna.
Wniosek? Spróbujmy odróżnić rzeczy nam niezbędne do przetrwania pozyskane nierzadko niestety wysokim kosztem od niejednokrotnie relatywnie droższych „bajerów”, które stanowią tylko przysłowiowy kwiatek do kożucha. Innymi słowy „miej miarę rzeczy mocium panie”. 

Uwaga!!!
Wszelkie podobieństwa do osób i sytuacji są tylko i wyłącznie wymysłem autora tekstu, a podatki i tak trzeba płacić i kropka...

W następnym felietonie „Jak nas widzą tak nas piszą, czyli słów kilka o tym jak palacz ewolucji dostąpił”


Pozdrawiam ciepło

Krzysztof Krawiec