Węgiel dwa oblicza ma
czwartek, 14 września 2017 12:35

Ciepło w rury

czyli

„Węgiel dwa oblicza ma”

Po wakacyjnej przerwie 2017r. z utęsknieniem wracam do Was drodzy Odbiorcy. Dzisiaj przygotowałem felieton, który będzie czymś w rodzaju aktu żalu z naszej strony, za to, że musimy mocniej sięgnąć do Waszych portfeli, a właściwie ich zawartości. Tytuł jak przeczytaliście brzmi zagadkowo. Powoli poprowadzę Was jednak do brzegu, byście na końcu felietonu bez niebezpiecznego zdenerwowania (można na przykład uszkodzić jakieś urządzenie domowe lub użyć brzydkiego słowa objętego słownikową cenzurą) mogli przyznać nam rację, w ostatecznym rozrachunku przejść do sprawy obojętnie, kręcąc tylko nosem. Płyniemy więc do brzegu….

Węgiel to ciepło, takie jest pierwsze skojarzenie, i ten kto tak kojarzy jest jak najbardziej na właściwych torach. Innymi skojarzeniami mogą być;  kopalnia, górnik, czarny kolor itd. Aby mieć jednak to ciepło (pozostajemy przy pierwszym skojarzeniu) trzeba węgiel kupić. Ci z Państwa, którzy robią to do tej pory lub robili przed podłączeniem się do ciepłowni miejskiej wiedzą o pewnym pojawiającym się kłopocie. Nie dotyczy rzecz jasna przynoszenia węgla, kurzu czy pilnowania ognia jak czynili to nasi praprzodkowie w filmie „Walka o ogień” (polecam!). Mowa oczywiście o bólu finansowym. Nasze „polskie czarne złoto” jest po prostu drogie. Podkreślam słowo „drogie”. Czy więc w naszych warunkach klimatycznych lub w ramach domowych oszczędności budżetowych możemy odpuścić sobie zakup czarnych kamieni (ten zwrot akurat zasłyszałem z usta pięciolatka, oglądającego z babcią kiprowanie węgla z wywrotki pod jednym z bloków mieszkalnych w naszym mieście)? Nie, nie możemy, bo w zimie dojdzie do katastrofy! Chyba, że będziemy palić plastykowymi butelkami, ale to marny i ryzykowny interes, zresztą przez polskie prawo zabroniony. Płynąc więc dalej, powiem tak; obywatel RP, palący węglem musi kupić tonę, dwie, może pięć. My jako przedsiębiorstwo musimy kupić tych ton kilka tysięcy. Sami nie wydobywamy tego typu skarbu, więc zwracamy się do wyspecjalizowanych Dostawców, których tak między nami, gów…o interesuje jak kolejna podwyżka opału odbije się na przedsiębiorstwie ciepłowniczym, a w dalszej części łańcucha pokarmowego na indywidualnym Odbiorcy. Sprzedawcy, niczym krwiożercy uśmiechają się i krzyczą „zapraszamy na zakupy”, albo „u nas najtaniej, prawie za darmo”. Słowo „prawie” jak wiemy, robi wielką różnicę, i to jest fakt niezaprzeczalny. My ciepłownicy natomiast musimy się niemiłosiernie nagimnastykować by węgiel kupić po rozsądnej cenie (niestety nie po niższej, bo nie ma na to szans). Tym razem podkreślam zwrot „niemiłosiernie nagimnastykować”. Nie sztuką jest przecież dokonać komercyjnego zakupu i obciążyć Was drodzy nasi chlebodawcy. Nie jest to też naszą misją, którą kierujemy się od momentu przekształcenia w Spółkę. W końcu, nie jest to w interesie miasta, które jest naszym właścicielem. Mówiąc inaczej, nie jest to w niczyim interesie…, a na pewno Waszym!

Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele argumentów, dlaczego następna faktura będzie ciut wyższa, ale nie o to chodzi by Państwa czarować. Liczę na Wasze zrozumienie i chłodną analizę bezlitosnych rynkowych mechanizmów.

…. Czy już dobiliśmy do brzegu? Tak, i mam nadzieję, że bez palpitacji serca i objawów choroby morskiej. Tytułowe dwa oblicza węgla to z jednej strony przyjemne ciepło, płynące do Państwa domów naszymi rurami, z drugiej, niestety sprowadzające nas i Was na ziemię w postaci kosztów. Rozumiem, że pierwszą opcję wybieracie Państwo od razu. Co z drugą? Najlepiej wypośrodkować, czyli kupić ciepło i nie stresować się fakturą, a po prostu cieszyć się, że ciepło jest w naszych domach i w Nas…. ma się rozumieć.

PS.

I mnie podwyżki ciepła czekają….

Pozdrawiam gorąco

Drugi ciepłownik Lubania

Krzysztof Krawiec