Śmierdzący interes jednak nie taki śmierdzący
czwartek, 17 listopada 2016 13:54

Ciepło w rury

czyli

„Śmierdzący interes jednak nie taki śmierdzący”

Po mieście przebiegł blady strach, jakoby PEC próbował zbudować coś, co będzie spalało odpady radioaktywne, albo jakieś inne paskudztwa biologiczne. Nie dziwię się mieszkańcom, dlatego że, jak stwierdził Miś Uszatek w jednym z odcinków kultowej bajki strach ma wielkie oczy, i podpowiem, dopóty będzie miał wielkie oczy, dopóki nie pozna się dokładnie sprawy, a w przypadku wspomnianego misia postaci, która straszyła w nocy, a okazała się zwykłym strachem na wróble. Inną kwestią, która potęguje strach jest wszechobecna plotka. Szybsza od internetu, SMSa, poczty mailowej. Plotka, to informacja niesprawdzona, ale w przekazie mająca niesamowitą moc. Na początku Lubań żył właśnie taką plotką. Lokalni wieszcze wieścili Armagedon. Z czasem jednak ich przekaz słabł, bladł, znikał, by w końcu „umrzeć śmiercią naturalną”, nie narobiwszy niepotrzebnych szkód, trudnych do naprawienia. A wszystko to za sprawą mieszkańców, odpowiedzialnych, inteligentnych, trzeźwo patrzących na zagadnienie ekologii, i przede wszystkim nie dających się wrobić w wymyślone historie. Można tylko żałować, to na marginesie, że zbyt wiele starszych osób daje się wrobić oszustom na tzw. wnuczka. Drodzy seniorzy, apeluję!!! Nie bądźcie tak łatwowierni!!! Po takim telefonie od nieznajomego, szybka analiza czy my mamy w ogóle wnuczka, a później telefon na policję. Mieszkańcy Lubania to jednak mądra i rozsądna wspólnota. Już teraz, gdy wszystko dotyczące ewentualnej budowy kotła do spalania przerobionych, powtarzam już przerobionych, a więc sprasowanych lub wysegregowanych komponentów jest na razie wizją przyszłości, słyszę pozytywne opinie mieszkańców na ten temat. Moi drodzy parafianie, w dzisiejszych czasach nic „śmierdzącego”, dosłownie i w przenośni nie przejdzie. Inkwizycja w postaci prawnych instytucji chroniących środowisko czy grup ekologicznych, nie dopuści do zbudowania ot tak sobie kotła, który będzie spalał wszystko co popadnie, a dookoła unosił się będzie tylko smród, swąd, fetor, odór.  Bracia  i siostry oświadczam, że normy ekologiczne dla takich inwestycji są dziesięciokrotnie bardziej restrykcyjne jak dla kotłów spalających węgiel. Nota bene, ten interes na prawdę nie śmierdzi (mówię dosłownie). Informuję również, że kotły spalające przerobione komponenty śmieciowe już pracują w Polsce i w Europie.  I co? I nic zdałoby się powiedzieć. Dlatego, że rośnie świadomość ekologiczna społeczeństwa, małych wspólnot, nazwanych małymi ojczyznami, pojedynczego obywatela czy nawet naszych latorośli, uczonych, że Ziemia jest tylko jedna i po nas też ktoś będzie chciał ja zamieszkiwać. Już nie jest tak, jak to było czas temu, że nikt się nie zastanawiał co się stanie z pustą plastykową butelką po wodzie mineralnej, którą wyrzuciliśmy do pojemnika. Teraz zaczynamy zastanawiać się jaki będzie jej dalszy żywot, bo przecież sama jak kamfora nie wyparuje. O kurczę, ale „pojechałem” z tą ekologią! A może, sam zaczynam rozumieć czym ona jest dla mnie, dla Ciebie, dla Nas. Lepiej późno niż wcale, jak mawiają mędrcy. Prawda?

Ps.

Ekologiczny kocioł to mniejsze koszty wyprodukowania jednej jednostki ciepła, a więc…. Śmierdzący interes nie taki śmierdzący jakby się niektórym wydawało.

Pozdrawiam gorąco

Krzysztof Krawiec