Endless Summer
piątek, 21 września 2012 13:00

„Ciepło w rury”

czyli co miało wspólnego Euro 2012 z ekonomią mojej firmy ciepłowniczej

Utwór przepięknej Oceany pt. „Endless Summer” („Niekończące się lato”) zrobił oszołamiającą karierę na odbywających się w Polsce i na Ukrainie mistrzostwach w piłce nożnej Euro 2012. Zresztą, nieprzypadkowo został wybrany jako oficjalny utwór piłkarskich zmagań drużyn z wielu zakątków Europy. Rytmem, melodią i innymi przymiotami lekkiej wakacyjnej piosenki przyćmił grę naszych piłkarzy, nad czym ubolewam bardzo, ale ubolewam też, że przyćmił naszą narodową twórczość, czyli utwór pt. „Koko Koko Euro Spoko”. Zgadzam się, że dziewczyny z zespołu „Jarzębina” miały przed mistrzostwami swoje „pięć minut”, ale nie mogę zrozumieć, co takiego nagłego pojawiło się w mózgach pewnych decydentów, że hitowy kawałek (przypominam demokratycznie wybrany jako oficjalny utwór państwa polskiego w związku z Euro 2012) został ściągnięty z wszelkich anten, stacji, nadajników itd. Z jednej strony (chyba snobistycznie) stajemy się jako populacja bardzo „wiejscy”, czyli budujemy domy na wsi, korzystamy z gospodarstw agroturystycznych, zachwycamy się urokami polskiej wsi. Z drugiej zaś strony wstydzimy się przed światem dziewczyn z Jarzębiny i wiejskich przyśpiewek. A może przyczyną zdjęcia utworu „Koko....” z anteny były imperialistyczna stonka, czyli pewne zachodnie rozgłośnie, które w utworze tym widziały promocję środka chemicznego o nazwie kokaina? Brońcie mnie wszyscy święci, gdyż nie staję po stronie fanów zespołu Jarzębina. Zwracam uwagę, a wręcz zdeterminowany apeluję do władz odpowiedzialnych za wybór polskiego hymnu na Euro 2012: „Panie Prezesie i Sabo nie idźcie tą drogą, czyli: jeżeli najpierw dajecie a później zabieracie, to uważajcie, bo w myśl powiedzenia „kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera”. Na przyszłość proponuję, abyście sami wybrali taki hymn, który nie będzie kiczem, wstydem i zaśpiewa go, np.  Pani Maryla Rodowicz, czyli według następnego powiedzenia: „....i wilk syty i owca cała”, a i kontrowersji nie będzie. Po tak długim wstępie, czas na krótkie wyjaśnienie tytułu. Chyba cieszę się, że Euro 2012 już się skończyło, bo jako kibic kolejny raz moja duma narodowa nie urosła, tak jak chociażby rośnie duma narodowa Niemców, Hiszpanów czy Włochów. Kolejny raz będę czekał na kolejne mistrzostwa. Tylko, że tak czekając zestarzeję się i wielkiej „Polskiej Drużyny” za życia już nie ujrzę. Jednak bardziej się cieszę z końca mistrzostw, gdyż w końcu przestali puszczać kawałek „Endless Summer” (przypominam w wersji polskiej „Niekończące się lato”). Mój Prezes pewnie dostałby palpitacji serca, gdyby ta piosenka promowała niekończące się lato przez cały rok, wszak moja firma ciepłownicza nie żyję z lata, tylko z ostrej zimy, więc widzicie Państwo, że ekonomia to ekonomia, czyli mówiąc dosłownie „business is business”.

 

Ps.

 

Euro 2012 to już historia. Warto było jednak czekać i przeżywać piłkarskie emocje. Szkoda tylko, że z tak krótkim udziałem naszych orłów....

 

„Nic się nie stało. Polacy nic się nie ....”

 

Krzysztof Krawiec